Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wywiad. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 czerwca 2017

Adam Dzwonkowski nowy szef polskich szachów specjalnie dla Czytelników Szacharni o przyszłych działaniach

Adam Dzwonkowski jest prawdziwym rzecznikiem szachów,
nawet w towarzystwie eleganckich prezenterek
Krzysztof Długosz - Na początek pragnę pogratulować Ci objęcia funkcji prezesa Polskiego Związku Szachowego. Dlaczego będziesz lepszym szefem polskich szachów, niż Radosław Jedynak?
Adam Dzwonkowski - Na pewno będę innym prezesem. Główną różnicą jest fakt, że jednak mój Zarząd jest pewną kontynuacją tego, co się działo do tej pory, choć – co widać też po składzie – zamierzamy od nowa spojrzeć na pewne obszary. Szczególnie w sporcie wyczynowym. Udało m i się połączyć doświadczenie z innowacyjnością, a jednocześnie spróbowałem zabezpieczyć przyszłość Związku inwestując w młodsze pokolenie.

KD - Czy “prezesowanie” będzie Twoim jedynym zajęciem?
AD - Związku nie stać na zatrudnianie etatowych członków Zarządu i raczej to się nie zmieni w przyszłości. Jako zespół mamy świadomość, że jedynym sposobem na udaną pracę jest podzielenie się obowiązkami oraz zaangażowanie innych osób ze środowiska do wspierania naszych działań. Ja jasno określiłem swoje zadania w tym Zarządzie i jestem przekonany, że na nie znajdę czas.

KD - Duże wrażenie na mnie (i nie tylko) zrobiłeś, pomagając rozwiązać wieloletni problem łódzkich szachów. Czy dalej będziesz pomagał w “terenie”? Mam tu na myśli bliską współpracę z wojewódzkimi związkami.
AD - Jeżeli będzie taka potrzeba, to tak. I ja i inni członkowie Zarządu. Nie patrzmy na Związek przez Prezesa tylko. Jest nas 10 osób i wszyscy jesteśmy do dyspozycji. Jednym z moich zadań jest współpraca z Radą Prezesów i za to biorę osobistą odpowiedzialność.

Jacek Gdański wydaje się być
kluczową postacią w zarządzie PZSzach.
Tak wynika ze słów nowego prezesa
KD - Bardzo podoba mi się skład nowego zarządu (pozdrawiam szczególnie mojego dawnego kolegę klubowego Jacka Gdańskiego). Większość osób poznałem z ich dotychczasowej działalności. Czym się kierowałeś przy ich wyborze?
AD - Szukałem ludzi z kompetencjami, ale jeszcze bardziej z chęcią do pracy na warunkach, jakie oferuje Związek. Arcymistrz Gdański jest moim sukcesem negocjacyjnym i też pokładam w nim wielkie nadzieje. Ale też i reszta Zarządu, to osoby, które mają szachy w swoim DNA. Decydując się na niektóre kandydatury myślałem też o przyszłości i swoich następcach. Niektórzy z nich mają potencjał na świetnych działaczy przez najbliższe wiele lat. Zamierzam ten potencjał pomóc im rozwinąć dla dobra ich i całej naszej społeczności.

KD - Co uważasz za priorytet, nie bójmy się tego słowa, przy uzdrawianiu polskich szachów. I proszę nie mów, że jest pięknie, bo nie jest.
AD - Priorytetów jest kilka. W sporcie wyczynowym marzę o medalu olimpijskim reprezentacji w kategorii otwartej oraz utrzymanie pozycji kobiet. Ale bardziej przyziemnym priorytetem jest wsparcie obydwu kadr w sprawach bardzo prozaicznych, czyli finansowych.
W sporcie powszechnym chciałbym, aby szachy stały się alternatywą dla innych rozrywek i aby każdy Polak nauczył się grać w szachy i raz na jakiś czas wpadł na imprezę szachową.

KD - Młodzieżowa Akademia Szachowa, moim zdaniem, jest do likwidacji a pieniądze wydawane na nią można zdecydowanie efektywniej wydawać np. na trenerów domowych. Wiem, że to są pieniądze z ministerstwa sportu i to oni w pewnym sensie o nich decydują. Co dalej z MASz?
AD - Młodzieżowa Akademia Szachowa będzie zreformowana. Podczas drużynowych mistrzostw Europy juniorów w Rymanowie Zdroju wspólnie z Jackiem Gdańskim, Agnieszką Fornal i Pawłem Dudzińskim opracujemy szczegóły. Będzie lepiej.

KD - Szachy młodzieżowe, to temat rzeka. Dotychczas opierały się w 99% na aktywności (czytaj: pieniądzach) rodziców. Nawet związek ciągnął od nich, ile wlezie (np. opłaty za zorganizowanie wyjazdów na międzynarodowe imprezy). Jaka jest Twoja wizja przyszłości?
AD - Tak jest na całym świecie. I tego raczej nie zmienimy. To, czemu się chcemy przyjrzeć, to czy aktualny system młodzieżowy realizuje podstawowe priorytety PZSzach. Czyli zdobywanie medali na imprezach mistrzowskich oraz dostarczanie silnych arcymistrzów do Kadry Narodowej. Tu widzę miejsce do poprawy, ale po to poprosiłem Jacka Gdańskiego i Pawła Dudzińskiego, aby dołączyli do tego Zarządu, aby z tym problemem się zmierzyć wspólnie. I nie zapominam też o Agnieszce Fornal, która jest kluczową osobą w obszarze Akademii.
Opłata, jaką pobieramy od tzw. „Kadry B” nie pokrywa kosztów związanych z jej wyjazdami. PZSzach jest odpowiedzialny za „Kadrę A” i to robimy, natomiast dajemy szansę innym na grę w zawodach mistrzowskich, ale jest to zadanie dodatkowe. Zamierzamy rozszerzyć uprawnienia do startu w tych imprezach w ramach „Kadry B”, ale też Związku nie stać na to, aby dokładać do wyjazdów zawodników, którzy nie dostali się do głównego zespołu.

KD - Jak widzisz przyszłość programu “Edukacja przez szachy? Czy coś wiesz o losach pomysłu minister oświaty Zalewskiej o wprowadzeniu szachów, jako przedmiotu, do wszystkich szkół. Czy tradycyjnie skończy się to na chwycie wyborczym?
AD - Sam czekam na to co się naprawdę stanie. Niezależnie od tego robimy swoje, choć w najbliższym czasie czeka nas raczej stabilizacja projektu. Doświadczony Piotr Zieliński dokona przeglądu projektu i zaproponuje dalsze kroki.

KD - Kto w związku zajmował się będzie marketingiem?
AD - Każde spotkanie, każda rozmowa może pomóc szachom. Dlatego marketing powinniśmy robić wszyscy. Członkowie Zarządu też odpowiadają za kondycję finansową Związku i także na nich spoczywa obowiązek odpowiedniej promocji naszej dyscypliny.

KD - Czy planujesz reformę rozgrywek o mistrzostwo Polski i zdyscyplinowanie kadry do udziału w nich (w Czechach David Navara grał i to w openie a w Polsce Radek Wojtaszek - nie)?
AD - Nic na siłę. Z niewolnika nie ma zawodnika. Najlepszym sposobem na grę najlepszych jest wysoki poziom sportowy. Nagrody są niezłe i jest o co grać, ale dla Radka i teraz Janka turniej jest odrobinę za słaby. Reformy raczej nie przewiduję, bo system jest dobry. Ale chciałbym, aby pozostali zawodnicy się trochę poprawili rankingowo.

KD - Strona internetowa związku (najważniejszy nośnik informacji dla wszystkich) moim zdaniem nie funkcjonuje należycie. Dotychczas było tak, sukces - euforia, porażka - cisza. Czy zamierzasz to zmienić?
AD - Poszukujemy osoby, która by zajmowała się stroną na co dzień. Nawet płacimy za publikowanie artykułów na nasze zlecenie. Dlatego zapraszam wszystkich chętnych do współpracy. Szczególnie, że niedługo MAT przeniesie się do internetu i pracy będzie sporo.

KD - Na koniec sprawa bardzo aktualna, czyli funkcja trenera polskiej kadry (casus Bartosza Soćko). Jak było i dlaczego nic o tym nie ma na stronie związku?
AD - Bartosz chce się rozwijać i dlatego przyjął ofertę na pracę w międzynarodowym środowisku najlepszych trenerów w Emiratach. My potraktowaliśmy to właśnie, jako sposób na podniesienie jego kompetencji, a zawodnicy zaakceptowali tę decyzję. Dało nam to też powód do zastanowienia się, kogo tak naprawdę potrzebuje Kadra. Ta dyskusja trwa, a jej rezultat ogłosi zapewne Jacek Gdański – wiceprezes ds. sportu wyczynowego.


KD - Dziękuję za odpowiedzi. Myślę, że usatysfakcjonowały Czytelników Szacharni, ale jak wszyscy doskonale wiemy, nie o odpowiedzi tu chodzi a o działania. Szacharnia bacznie je będzie śledzić. Powodzenia i walczcie!

sobota, 23 czerwca 2012

Radek Wojtaszek specjalnie dla Szacharni o meczu Anand - Gelfand trochę inaczej


  • GM Radek Wojtaszek
    Kiedy przyjechałeś do Moskwy?
W Moskwie byliśmy już na tydzień przed rozpoczęciem meczu, co pozwoliło nam na prawidłową aklimatyzację i poczucie już tej właściwej atmosfery. Na szczęście tym razem nie było żadnych nieoczekiwanych problemów jak np. erupcja wulkanu, która przeszkodziła nam w szybkim dotarciu na poprzedni mecz w Sofii. 

  • Jak wyglądały przygotowania przed Moskwą?
Podobnie jak przed poprzednimi meczami, przygotowaliśmy się przez kilka miesięcy na zgrupowaniach. Tym razem treningi były nawet dłuższe i bardziej męczące niż poprzednio, ale jak widać, ciężka praca się opłaciła.

  • Co sądzisz oprawie medialnej ?samego meczu? W polskich mediach nic nie było o nim słychać?
Oprawa w samej Moskwie była wg. mnie niesamowita, transmisja w HD, partie komentowali tacy gracze jak Kasparov, Kramnik, Karpov i wielu innych topowych arcymistrzów. Trzeba przyznać, że Rosjanie potrafią się zająć stroną medialną chyba najlepiej na świecie. Co do Polski, z tego co wiem to były codzienne relacje z meczu, które przygotowywał PAP. Do tego, chyba po raz pierwszy, partie z meczu o MŚ były na bieżąco komentowane przez naszych arcymistrzów na stronie chessbrains.pl, więc wydaje mi się, że sporo się działo.
  • Jak wygląda dzień sekundanta mistrza świata - od świtu do świtu, bo domyślam się, że tak było?
Wszystko zależy od tego dobre jest nasze przygotowanie. W każdym meczu zdarzą się nieprzespane noce. Wiadomo, że najtrudniej było po 7 partii, którą Vishy przegrał. Wtedy było ciężko, a ważne decyzje dotyczące naszego repertuaru podejmowane były ok. 4 rano. Wiadomo, że podczas meczu nigdy nie będzie wystarczająco dużo czasu na przygotowanie, dlatego trzeba korzystać maksymalnie z nocy. Ogólnie wszystko sprowadzało się do tego, żebyśmy rano byliby gotowi dać odpowiedni materiał, który Vishy powinien powtórzyć przed partią.
  • Lepiej być graczem, czy sekundantem?
Wszystko ma swoje plusy i minusy. Podstawowym minusem sekundowania jest ograniczony czas na udział samemu w turnieju. Z drugiej strony jest to przede wszystkim możliwość pracy z najlepszym graczem na świecie i jego teamem, a takie doświadczenie jest bezcenne, co chyba najlepiej widać na moim przykładzie - zaczynając współpracę z Vishym nie miałem nawet 2600, byłem notowany daleko poza Top100. Po 3 meczowej współpracy jestem 30 na świecie, w międzyczasie zdobyłem v-ce Mistrzostwo Europy, więc gołym okiem widać, że efekt jest. Wiadomo, że przede wszystkim staram się pomóc Vishemu w wygraniu meczu, ale jednak mój progres rankingowy pokazuje, że korzystam także jako gracz.
  • Dlaczego Aruna Anand (i wy też) nie wchodziła na salę gry?
Co z tego co wiem, to Aruna była na sali gry, tak samo zresztą jak pozostali członkowie naszego teamu czyli Hans-Walter Schmitt i Eric Van Reem. My, już tradycyjnie, oglądaliśmy partie w hotelu. Vishy wie, że ma nasze pełne wsparcie, a dla nas czas partii to najlepszy moment, żeby trochę się zrelaksować, pójść na basen czy do sauny. Swoją drogą ciekawe, że w tym samym hotelu, w którym mieszkaliśmy, zatrzymali się także rosyjscy piłkarze, którzy przygotowywali się do Euro. Pewnego razu nawet na basenie spotkałem Arshavina.
  • Czy syn mistrza świata był w Moskwie?
Nie, z tego co wiem to Akhil w tym czasie przebywał w Chennai. Jest jeszcze bardzo młody, więc nie mógł być z nami. Mimo wszystko, można śmiało powiedzieć, że nasz team powiększył się przed tym meczem:)
  • Czy jedliście tylko kuchnię hinduską i co o niej sądzisz?
Różnie, dominowała kuchnia włoska, często jedliśmy też sushi. Hinduskie jedzenie także było w naszym menu, zresztą po meczu, też już tradycyjnie, zjedliśmy kolację w hinduskiej restauracji.
  • Co trzeba zrobić, by zostać mistrzem świata (oprócz pozyskania do pracy Radka Wojtaszka)?
Hmm, pozyskać także PH Nielsena, Rustama Kasimdzhanova i Surye Gangulego:) A tak na poważnie, Vishy od początku miał ogromny talent, który poparty jest ogromną, wieloletnią pracą. Posiada też odpowiednie doświadczenie meczowe. Wydaje się, że to podstawowe elementy, które pozwoliły mu osiągnąć już tak wiele.
  • Pisałeś, że nie miałeś czasu oglądać Moskwy a kiedy zagrasz w memoriale Michaiła Tala?
Właściwie, od czasu do czasu oglądałem transmisję Memoriału Tala, który zresztą był bardzo ciekawy. Tak naprawdę, żeby zagrać w Memoriale Tala, trzeba być w Top10. Liczę, że kiedyś mi się to uda, ale póki co raczej twardo stąpam po ziemi i wiem, że najpierw muszę podwyższyć swój ranking, żeby móc rywalizować z zawodnikami z Top10. Mimo wszystko liczę, że tradycyjnie już po meczu o MŚ uda mi się zrobić kolejny skok rankingowy. Póki co przygotowuję się oczywiście do Olimpiady. Wszystko wskazuje na to, że wcześniej, dzięki pomocy PZSzach, uda mi się rozegrać mecz treningowy z zawodnikiem 2700+. Praktyka jest mi teraz bardzo potrzebna, muszę jak najwięcej teraz grać. Potem Olimpiada, a po niej jest duża szansa, że wystąpię, także dzięki działaniom PZSzach, w silnej kołówce ze średnim powyżej 2700. Na szczegóły trzeba jednak jeszcze trochę poczekać. Jeśli dodać do tego Klubowy Puchar Europy i rozgrywki ligowe, to widać, że mój kalendarz do końca roku jest dość napięty. Bardzo się z tego cieszę, ponieważ, tak jak pisałem, potrzeba mi teraz przede wszystkim gry, żeby podnosić swój poziom.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w najbliższych startach

wtorek, 5 kwietnia 2011

Za wicemistrzostwo Europy kilka metrów mieszkania w Poznaniu - specjalnie dla Szacharni GM Radosław Wojtaszek

Krzysztof Długosz - Pozwolisz, że zanim przejdę do mistrzostw Europy, wyprostuję żart z pierwszego kwietnia. Pozwoliłem sobie wymyślić mecz towarzyski Anand – Wojtaszek. Nikt oczywiście się na to nie nabrał, ale czy to jest w ogóle realne? Rustamovi Kasimdzanovovi ostatnio się to udało. Co trzeba zrobić, by mistrz świata przyjechał do Polski?

GM Radosław Wojtaszek
Radosław Wojtaszek - Oczywiście idee tego meczu słyszałem już nieraz. Na pewno nie jest to niemożliwe, przy odpowiednim wsparciu sponsorów potrzebny jest termin, który odpowiadałby Vishemu i wtedy taki mecz pokazowy mógłby się odbyć.

KD. - Ucząc małe dzieci grać w szachy, mówię im, że jest tylko jedno dobre miejsce w turnieju – pierwsze. Ty zająłeś drugie w mistrzostwach Europy. Jak to oceniasz?

RW. - Podobno najgorsze jest 4, kiedy zostaje się bez medalu. Na pewno nie mam zamiaru rozpaczać z braku złotego medalu, będę się cieszył srebrem. Jest to moje największe osiągnięcie, a także był to mój najlepszy turniej pod względem czysto szachowym, ponieważ żadnej partii nie miałem kłopotów, a wygrane z Hrackiem i Nisipeanu były na pewno jednymi z lepszych partii w mojej całej karierze. Cieszy mnie także fakt, że mimo niepowodzenia w 1 rundzie potrafiłem się dość szybko podnieść, co na pewno cieszy w kontekście Pucharu Świata, gdzie odporność nerwowa będzie bardzo istotna.

KD. - Te mistrzostwa we Francji były – moim zdaniem –  trochę nudne. Wiele partii kończyło się po kilkunastu posunięciach. Prawdziwą ozdobą była gra Judit Polgar i od czasu do czasu, Radosława Wojtaszka?

RW. - Od zawsze w ME padają i będą padać szybkie remisy, szczególnie w ostatnich rundach, kiedy zawodnicy chcą sobie zapewnić awans do PŚ. Nie sądzę jednak, żeby można je nazwać nudnymi, bo w każdej rundzie było wiele ciekawych partii i to nie tylko granych przez Judit, czy przeze mnie.

KD. - Czy w ostatniej rundzie, gdyby Cię skojarzono z Judytą (taki scenariusz wymyśliłem), grałbyś „na noże”?

RW. - Ciężko zakładać jakikolwiek scenariusz, wszystko zależy od wyboru debiutu, od nastawienia przeciwnika. Białe w ostatniej rundzie ze Svidlerem to, wbrew pozorom, nie było złe kojarzenie. Ogólnie na partię szedłem z nastawieniem, żeby starać się grać normalnie. Wiedziałem, że remis daje mi medal, a gdy na pierwszej desce padł remis to jasne było, że zwycięstwo da złoto. Z drugiej strony w przypadku porażki wypadłbym daleko poza podium. Co do samej partii, to Svidler zaskoczył mnie wyborem debiutu, później starałem się zagrać trochę bardzo ambitnie i dlatego też odrzuciłem możliwość szybkiego powtórzenia pozycji. Nigdy jednak tak naprawdę nie miałem szans na konkretną przewagę, dlatego partia dość szybko skończyła się remisem i srebrem.

KD. - Twoja partia ze Zbynkiem Hrackiem powinna trafić do podręczników szachowych. Było to domowe przygotowanie, czy pomysł przy szachownicy?

RW. - Ten wariant analizowałem jeszcze w 2007 r. Udało mi się znaleźć bardzo ciekawą ideę, którą dopracowałem bezpośrednio przed partią. Uzyskałem bardzo obiecującą pozycję z ogromną rekompensatą za ofiarowaną jakość, a do tego mój przeciwnik dość szybko potem się pomylił. Ta partia dała mi dużo pewności przed dniem wolnym i decydującymi rundami.

KD. - Wielu w Polsce uważa, że Wojtaszkowi „udało się” zrobić ranking +2700 i szybko to pogubi. A tu niespodzianka – 2812!! Kiedy to będzie Twój stały ranking?

RW. - 2812 to ranking na poziomie Vishego, Carlsena czy Aroniana, czyli ścisły, światowy Top. Do tego jeszcze dużo mi brakuje i nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się go osiągnąć. Z drugiej strony nie jest tak źle jak usiłują niektórzy sugerować, skoro potrafiłem utrzymać się na 2700 mimo zagrania dość słabo na turnieju Tata Steel i podczas MP. Po ME wrócę w okolice mojego życiowego rankingu(2726) i postaram się go przekroczyć w najbliższej przyszłości.

KD. - Kiedy zagrasz mecz o mistrzostwo świata? Mam nadzieję, że „kręcenie się” koło trzydziestego miejsca na świecie nie do końca Cię satysfakcjonuje.

RW. - Mecz o MŚ to zbyt odległa perspektywa, o ile w ogóle realna. Póki co staram otrzymać się na obecnym poziomie, tj. 20-30 miejsce na liście. Oczywiście nie jest to szczyt moich marzeń i jak najszybciej będę chciał dalej progresować tak wysoko jak będzie to możliwe. Trzeba przyznać, że od pewnego czasu mam też do tego odpowiednie warunki, bo wspiera mnie PZSzach i miasto Kwidzyn, którym przy tej okazji chciałbym za to podziękować.

KD. - Dlaczego nie grasz w super–turniejach? Czy może to jest brak profesjonalnego menedżera?

Start w Tata Chess Steel "B" w Holandii
RW. - To nie jest prosta kwestia. Super-turnieje są dla super-zawodników, czyli Top10, a ja do nich nie należę. Do tego moje nazwisko nie jest jeszcze aż tak bardzo rozpoznawalne jak innych zawodników o podobnym rankingu. Brak dobrych turniejów to także ogólny problem dla zawodników 2700, ale spoza Top10, którzy nie mają zbyt wielu okazji do gry z najlepszymi, a gra z zawodnikami 2600 nie jest już tak atrakcyjna i mało rozwojowa. Reasumując, muszę zyskać na rankingu, co w połączeniu z v-ce Mistrzostwem Europy daje nadzieję, że zacznę otrzymywać zaproszenia na największe turnieje.

KD. - Ty pomagasz mistrzowi świata a kto na co dzień z Tobą pracuje?

RW. - Przez cały czas mam kontakt z Vishym i innymi sekundantami, natomiast od pewnego czasu, w tym praktycznie cały czas podczas ME, pomaga mi Grzesiek Gajewski, co jak widać przynosi niezłe efekty.

KD. - Na co przeznaczysz nagrodę za srebro w Aix-les-Bains?

Jedyne zdjęcie Radka, które udało mi się znaleźć.
Widocznie organizatorzy nie wierzyli w jego sukces.
RW. - Od dłuższego czasu planuję zakup mieszkania w Poznaniu, więc wygrana to dodatkowe kilka metrów.

KD. - Radku, spróbuj się ustosunkować do listu protestacyjnego Paco Vallejo Ponsa. Jak to się skończyło i czy odniosło jakiś skutek. Zawieszony przez francuską federację Feller grał całe mistrzostwa a Hiszpan zaczął całą akcję, gdy przyszło mu właśnie z nim grać.

RW. - Cała sprawa jest przykra przede wszystkim dlatego, że uderza w szachy robiąc tym samym bardzo złą reklamę. Jest to też precedens, bo nigdy nikt nie został oskarżony tak poważnie o oszustwo na tak wysokim
szczeblu. Co do tej konkretnej sytuacji, z tego co wiem, Feller mógł grać w ME, bo został skazany przez związek, ale apelacja jest w trakcie rozpatrywania, dopiero po niej zawieszenie jest ważne. Trzeba więc
poczekać na dalszy rozwój sprawy, dodam tylko, że jeśli jest on winny to powinien dostać największą możliwą karę, która mogła by być pewną przestrogą dla potencjalnych naśladowców. List, który zainicjował
Vallego popieram, choć niezbyt podoba mi się jego forma, bo powinien powstać przed ME, a nie dopiero jak zainteresowany zawodnik grał z Fellerem.

KD. - Dziękuję pięknie za wyczerpujące odpowiedzi i oczywiście na Szacharni będę uważnie śledził Twoje dalsze podboje szachowe. Wierzę, że moje "wydumane" scenariusze w Twoim wypadku się sprawdzą, czego Ci bardzo życzę. 


Radek Wojtaszek specjalnie dla Czytelników Szacharni podsumuje mistrzostwa Europy

Dla moich Czytelników mam znakomitą wiadomość. Radek Wojtaszek, nasz wicemistrz Europy tuż po turnieju w Aix-les-Bains podsumuje swój start. Nie możecie tego przegapić. 

niedziela, 27 marca 2011

Monika Głuszko specjalnie dla "Królowych szachów" powie, że ... - już niebawem

Już niedługo specjalnie dla Czytelniczek (i Czytelników) "Królowych szachów" wywiad z Moniką Głuszko, niespodziewaną, ale zasłużoną, mistrzynią Polski juniorek do lat 18. A Monika ma już więcej, niż osiemnaście lat. Będzie ciekawie!!

poniedziałek, 14 marca 2011

W odpowiedzi na słowa GM Mateusza Bartela

W przerwach w pisaniu, organizuję turnieje dla dzieci
Dziękuję za wnikliwe przeanalizowanie zawartości Szacharni a pewnie nie jest to proste, bo tematyka nie jest ściśle określona i pojawiają się rzeczy, które zainteresowały mnie w danym momencie, niekoniecznie super-fachowe, by nie powiedzieć „lekko-pół-śmieszne”.
Ale taka jest „uroda” bloga. Gdyby mi ktoś powiedział trzy lata temu, że moją „twórczość” będzie oceniał aktualny i trzykrotny mistrz Polski, to oczywiście bym stwierdził, by „więcej nie pił”.

Cieszę się, że zainteresowanie wzbudzają „Triki taktyki” zwłaszcza, że na tym polu możemy się pochwalić światowymi osiągnięciami, co w naszych szachach nie jest rzeczą powszechną. W pamięci Czytelników Szacharni utrwalają się (mam nadzieję) takie polskie nazwiska kompozytorów, jak Grzegorz Grzeban, Dawid Przepiórka czy Jan Rusinek.
Muszę się nawet przyznać, że próbowałem „Triki taktyki” rozbudować. Poprosiłem Piotra Murdzię (co by nie było – mistrz świata) o objęcie patronatu. Niestety, odesłał mnie do zarządu PZSzach, bym poprosił o ich zgodę. Wysłałem maila, który chyba nie wzbudził w tym gronie entuzjazmu, gdyż nawet mi nie odpisano.

Bo w moim pisaniu chodzi o to, by było lepiej...
Przejdę jednak do określeń dla mnie mniej korzystnych – z którymi, pozwolisz, że się nie zgodzę. Mówisz, że „...Nie podoba mi się za to całkiem spora liczba mniej lub bardziej zawoalowanych ataków, podejrzeń czy insynuacji...”.
Chcę zauważyć, że na Szacharni z mojej strony nie padło od samego początku żadne niesłuszne oskarżenie kogokolwiek o cokolwiek. Jako były dziennikarz "papierowy" wiem doskonale o konsekwencjach prawnych i moralnych wynikających z podobnych zachowań, choć formuła bloga trochę rozluźnia ramy. Starałem się tylko zadawać pytania – zdaję sobie sprawę, że nie zawsze łatwe dla pytanych. Czytelnicy to komentują i tam mogły padać jakieś niesłuszne zarzuty. Przykro mi, że się nie podpisują pod tym, co piszą, ale to już jest ich wola (traktuję to jako ujadanie kundelka, który jak się tupnie nogą, to ucieka pod stół ze spuszczonym ogonem). Zresztą w jednym z postów napisałem, że Szacharnia to nie ściek, do którego wylewa się pomyje.
Muszę stwierdzić, że nigdy nie „odrzuciłem” komentarza do moich słów, nawet jak był dla mnie bardzo niekorzystny.
Przykro mi jest, że adresaci moich komentarzy nie próbują ze mną polemizować. Wytłumaczenia są dwa, albo jest coś na rzeczy, albo wychodzą z założenia, że psy szczekają (co ja dzisiaj z tymi psiakami) a karawana idzie dalej. Co tam jakiś Długosz „buczy” na blogu – my jesteśmy najmądrzejsi i mamy zawsze rację. Te słowa kieruję szczególnie do kierownictw (obecnych i przyszłych) polskich szachów. Uczono mnie, że to zarządy organizacji funkcjonują dzięki członkom a nie odwrotnie. Wszystko powinno się odbywać „w światłach rampy” - nie pod stołem. Każdy członek związku powinien być traktowany z należnym mu szacunkiem a nie jak zło konieczne.
Niestety, w polskich szachach konflikt jest aż nadto widoczny. Nie będę się na ten temat rozpisywał, by nie dolewać oliwy do ognia. Obie strony z pełną premedytacją go pogłębiają. Piękna łacińska maksyma Gens una sumus jest nieprzetłumaczalna na język polski. Nie jest to moja wina, lecz naszej mentalności.

Co do łamania prawa przez niepodpisywanie zdjęć, to Panie Redaktorze Naczelny, gdybyś Ty tak zrobił, to oczywiście prawo zostałoby złamane, bo Ty czerpiesz z rozpowszechniania zdjęć zyski finansowe (lub straty). Ja prowadzę bloga niekomercyjnego (w prawie prasowym o blogach nic nie ma). Jeszcze „złamanego” grosza z tego nie otrzymałem. Pewnie, że byłoby dobrze, by wszystkie zdjęcia były podpisane, ale to wymaga czasu a czas to pieniądz. Z pisania Szacharni żyć niestety się nie da. Wywiadu z Tobą też nigdzie nie sprzedałem. Nikt, poza Tobą – nawet autorzy zdjęć – nie czynili mi z tego powodu dotychczas wymówek. Nieskromnie muszę się przyznać, że niektórzy nawet proszą, by je publikować. Czynię to z największą chęcią. Jest to swoista darmowa reklama ich działalności. Tyczy to również zamieszczania komunikatów o turniejach. Po części czuję się więc jak sponsor.

Twój pomysł, by Szacharnię (nazwa już jest rozpoznawalna w środowisku szachowym) przekształcić w profesjonalny serwis szachowy bardzo mi się podoba, ale doskonale wiesz, że jedna osoba, nawet najgenialniejsza, temu nie podoła.

Trofea za mistrzostwo Polski (2010) od ŁZSzach.
A'propos analizy partii, to pewnie się zorientowałeś, że duża ich część ukazuje się tuż po zakończeniu. Z analizami – oczywiście Fritza. Zawodowcom to zapewne nie wystarcza, ale mniej zaawansowanym powinno trochę pomagać w zrozumieniu i zachęceniu do własnej analizy. W przeglądaniu gry staram się wyłapywać decydujące momenty partii. Od dogłębnych przemyśleń jesteście Wy – arcymistrzowie, choć aż takim ułomkiem nie jestem. W ubiegłym roku dziewczynka, którą nauczyłem grać w szachy, zdobyła mistrzostwo Polski. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, by na Szacharni ukazywały się arcymistrzowskie analizy. Wręcz, byłoby mi bardzo miło.
Jeszcze raz dziękuję za słowa o wyższym standardzie Szacharni. Wszystko postaram się wziąć pod uwagę i przyrzekam zawsze szukać rzeczy, które będą szkodzić naszej pięknej grze. Bo o to chodzi w moim „pisaniu”, by było lepiej. Nie, jak zwykle.

sobota, 12 marca 2011

"Miało być szczerze – więc jest". Wywiad rzeka z GM Mateuszem Bartelem - trzykrotnym mistrzemem Polski - specjalnie dla Czytelników Szacharni

Olimpiada w Khanty Mansiysku (2010)
Mateusz Bartel ur. 3 stycznia 1985 roku w Warszawie. Oto co jest w Wikipedii na jego temat:
Trzykrotnie zdobywał tytuł mistrza Polski juniorów: w 1995 r. w kategorii do 10 lat, w 1997 - do 12 lat oraz w 2002 r. - do 18 lat. W latach 2002 i 2003 został kolejno wicemistrzem i mistrzem Europy juniorów do 18 lat. W 2001 r. zadebiutował w finale mistrzostw Polski seniorów. W 2006 r. został mistrzem Polski, wyprzedzając Bartosza Soćko i Radosława Wojtaszka. W 2007 r. zdobył drugi medal mistrzostw kraju seniorów, zajmując w Opolu III miejsce, natomiast w 2010 r. w Warszawie – drugi tytuł indywidualnego mistrza Polski. W 2011 r. obronił w Warszawie tytuł mistrza Polski, zdobywając trzeci w karierze złoty medal.
Pierwszy wynik arcymistrzowski uzyskał w 2003 r. na turnieju Aerofłot Open w Moskwie. W tym samym roku zdobył w Balatonlelle srebrny medal drużynowych mistrzostw Europy juniorów do lat 18. W lutym 2004 r. zajął piąte miejsce w silnie obsadzonym turnieju szwajcarskim HIT Open w Słowenii oraz uczestniczył w mistrzostwach świata FIDE w Trypolisie. W pierwszej rundzie tych mistrzostw, rozgrywanych systemem pucharowym, został wyeliminowany przez Tejmura Radżabowa. W styczniu 2005 r. zwyciężył (wraz z Wiktorem Michalewskim) w turnieju otwartym Drammen International w Norwegii[1], zaś w kwietniu tego roku zajął II miejsce (za Zoltanem Gyimesi) w I mistrzostwach Unii Europejskiej w Cork[2]. W roku 2006 r. reprezentował Polskę na olimpiadzie szachowej w Turynie, zdobywając 5 pkt w 10 partiach[3]. W 2007 r. zwyciężył w turniejach open w Gironie[4] oraz na Wyspie Man (wspólnie z Zacharem Jefimienko, Michaiłem Kobaliją, Michaelem Roizem, Jurijem Jakowiczem oraz Witalijem Gołodem)[5]. W 2008 r. podzielił I m. w Barcelonie (wspólnie z Pablo Lafuente, Diego Di Berardino i Josepem Omsem Pallise)[6], natomiast w 2009 r. zwyciężył w silnie obsadzonym turnieju w Prievidzy. Również w 2009 r. wystąpił (jako jedyny Polak) w turnieju o Puchar Świata, w I rundzie pokonując Borysa Graczewa, ale w II przegrywając z Yu Yangyi[7]. W 2010 r. podzielił I m. (wspólnie z Borysem Graczewem i Bartłomiejem Macieją) w II Międzynarodowym Arcymistrzowskim Turnieju Szachowym im. Unii Lubelskiej w Lublinie[8]. W tym samym roku po raz trzeci w karierze wystąpił na olimpiadzie, zdobywając srebrny medal za indywidualny wynik na V szachownicy[9].
Najwyższy ranking w dotychczasowej karierze osiągnął 1 marca 2011 r., z wynikiem 2638 punktów zajmował wówczas 3. miejsce wśród polskich szachistów[10].
Redaktor naczelny powstałego w 2009 r. czasopisma szachowego "Mat"[11].

Mateusz zgodził się udzielić mi wywiadu specjalnie dla Czytelników Szacharni. 

Krzysztof Długosz - Gratulacje – trafiasz właśnie do grona ścisłej elity polskich szachistów w całej historii. Pozwolisz, że przypomnę. Oprócz Ciebie tylko sześciu szachistów było dwa razy pod rząd mistrzami kraju (K. Tartakower, B. Śliwa, K. Plater, K. Pytel, W. Schmidt i T. Markowski). Więcej od Ciebie tytułów zdobyli zaledwie czterej – W. Schmidt (7), B. Śliwa (6), T. Markowski (5), A. Sznapik (4) - M. Bartel (3). Jak się czujesz w takim gronie?

Mistrz Polski - Warszawa 2011
Mateusz Bartel - Miło znaleźć się w tak zacnym gronie i na pewno odczuwam z tego powodu dużą satysfakcję.

K.D. - Masz 26 lat. Czy jesteś w stanie przeskoczyć panów wymienionych wyżej, zwłaszcza że tylko Tomasz Markowski może poprawić swoje osiągnięcia (mam nadzieję, że Włodzimierz Schmidt - lider tej klasyfikacji - mi wybaczy)?

M.B. - W szachy zamierzam grać nadal, zatem szanse na pewno mam, ale póki co w Polsce jest kilku szachistów ode mnie lepszych i o każdy kolejny tytuł będzie bardzo ciężko.

K.D. - Warszawskie mistrzostwa wygrałeś zdecydowanie. Czy Ty jesteś taki dobry, czy przeciwnicy tacy słabi?

M.B. - Na pewno pewno nie powiem, że przeciwnicy byli słabi. Czy ja jestem dobry? W tym roku w mistrzostwach grałem bardzo dobrze, być może najlepiej w karierze. Poziom partii był wysoki, znacznie wyższy niż rok temu, kiedy nie brakowało mi szczęścia.

K.D. - Rok temu pytałem Cię o „młodych gniewnych”. Ciepło się o nich wypowiadałeś, ale w kolejnej mistrzowskiej konfrontacji był Bartel a młodzież pewnie się „gniewa”, bo zostawiłeś ich daleko z tyłu?

M.B. - Bez wątpienia najlepiej radzi sobie Darek Świercz, którego progres jest wyraźny. Kacper Piorun od pewnego czasu stanął w miejscu, być może z uwagi na rozpoczęcie studiów. Nieco młodsi zawodnicy, Dragun, Kanarek, Sadzikowski na razie zbierają doświadczenie. Byłoby im łatwiej gdyby regularnie grali w silnych turniejach.

K.D. - Dużą niespodzianką było srebro dla Pawła Jaracza. Przypadek, szczęście czy...?

M.B. - Pawła od zawsze uważałem za bardzo silnego szachistę jeśli mówimy o czysto szachowych umiejętnościach. To specyficzny zawodnik, który upodobał sobie grę z kontrataku – nie trzeba być specjalistą by to dostrzec, bo w MP Paweł miał znacznie lepsze wyniki czarnymi niż białymi. Tym razem umiejętności i zwiększona pewność siebie po wygranej z Bartłomiejem Macieją na pewno pomogły Pawłowi utrzymać formę przez cały turniej. A, że czasami dopisywało szczęście? W szachach nawet tak zwany „fuks” z czegoś się bierze i nie jest do końca przypadkowy!

K.D. - Który moment w mistrzostwach był dla Ciebie najtrudniejszy?

M.B. - Grałem dobrze przez cały turniej, a pewne problemy miałem jedynie w partii z Pawłem Jaraczem. Myślę, że najistotniejszy był start – przy mojej bardzo niestabilnej formie dobre wkroczenie w turniej jest bardzo ważne.

K.D. - Czy tak mało liczny „szwajcar” to optymalna formuła rozgrywania mistrzostw kraju, czy może lepiej wrócić do finału kołowego?

M.B. - Faktycznie, teraz jest dobry moment by zastanowić się nad analizą systemu. W mistrzostwach mogło zagrać ok. 35 zawodników, ale wielu z nich – głównie z przedziału 2500-2600 zrezygnowało. To niestety podważa sens szwajcara, bo jednym z celów jego wprowadzenia było umożliwienie gry silnym zawodnikom w finale bez konieczności przechodzenia bezsensownych eliminacji. Skoro jednak zawodnicy „środka” nie chcą grać, to szwajcar traci nieco sensu. Z drugiej strony, nawet przy 22 osobach mieliśmy wielką bojowość i dużo emocji. No i oczywiście miejsca w finale mieli juniorzy, dzięki czemu na pewno zdobyli doświadczenie. Wprowadzenie systemu kołowego automatycznie zabiera drogę do finałów wielu zawodnikom. Także kibice będą narzekać – odestek remisów w kołówce istotnie się zwiększy. Pewnym pomysłem jest system pucharowy, ale nie wszyscy są do niego przekonani.

K.D. - Oczywiście kolejnym, ważnym dla Ciebie turniejem będą mistrzostwa Europy we Francji. Medal?

M.B. - O medal będzie ciężko, bo obsada jest chyba najlepsza w historii, a na dodatek rok temu w Rijece zaliczyłem najgorszy występ w życiu. Moim celem, tak jak większości zawodników w turnieju, jest awans do pucharu świata, który uzyska 23 zawodników (z odrzuceniem tych, którzy awans już posiadają).

K.D. - Czy wystartujesz w kwietniowych mistrzostwach Europy w Łowiczu w rozwiązywaniu zadań szachowych i co one dla Ciebie znaczą w codziennej pracy szachisty – zawodowca?

M.B. - Mógłbym spróbować, chociaż nie mam żadnego doświadczenia w samomatach i matach pomocniczych. Za to codziennie staram się rozwiązywać studia, także te na Szacharni. W Łowiczu jednak nie zagram – wtedy będę na ME we Francji.

K.D. - Pytałem Cię o ranking 2800 a Ty sprytnie „wykręciłeś się” Radkiem Wojtaszkiem. Na mistrzostwach Polski zrobiłeś 2789 !! Czyli jednak można?

M.B. - Od kilku lat moje wyniki są mocno niestabilne, co sprawia, że mój ranking – pomimo wielu udanych turniejów – nie podnosi się. Jeśli uda mi się uniknąć bardzo słabych turniejów, to i ranking się podniesie. Jednak mam też takie podejście, że lepiej raz zyskać 20 a raz stracić 20, niż dwa razy zarobić 5 punktów. W szachach, jak w każdym sporcie, liczą się zwycięzcy, ranking to tylko dodatek.

Mecz w Bundeslidze (za Mateuszem Paweł Czarnota)
K.D. - Co powiesz o swoich wpadkach w Bundeslidze? Kilka udało mi się opublikować. Wyjazdy do Niemiec to sposób na zarabianie „kasy”?

M.B. - Ostatni sezon ligowy nie tylko w Niemczech, ale także w Czechach, to dla mnie droga przez mękę. Moje straty rankingowe to... 28 punktów, czyli bardzo dużo. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje, ale intensywnie nad tym myślę. Trochę wstyd, jak tydzień po wygraniu mistrzostw Polski przegrywam z dużo niżej notowanym rywalem praktycznie w miniaturce...

K.D. - Czy granie w szachy na Twoim poziomie zapewnia Ci „dostatek” finansowy? Mam nadzieję, że już przynajmniej fundamenty willi z basenem pod Warszawą są w stanie surowym?

M.B. - Szachy to nie jest dyscyplina, w której można liczyć na kokosy kiedy jest się zawodnikiem drugiej setki na świecie. Owszem, udaje mi się zarobić całkiem niezłe pieniądze, jak choćby teraz na MP, ale też nie jest to „dostatek”. Zakup mieszkania (nie willi) w Warszawie to już nie lada wyzwanie.

K.D. - Czy i kiedy dołączysz do grona arcymistrzowskich małżeństw? To może być polska specjalność w światowym środowisku szachowym?

M.B. - Arcymistrzowskie małżeństwa to nie tylko domena Polaków, chociaż faktycznie w ostatnich MP grały aż trzy arcymistrzowskie pary (Soćkowie, Gajewscy i Jaraczowie). Czy Marta Przeździecka i ja do nich dołączymy? Nie mówię nie! :)

K.D. - Co sądzisz o tym, bym za rok zrobił z Tobą wywiad z racji czwartego tytułu mistrza Polski?

M.B. - Zgadzam się! Wygranie trzeciego tytułu z rzędu byłoby dla mnie wielką sprawą, ale na pewno będzie ciężko. Do czołówki zbliży się na pewno Darek Świercz, a inni zawodnicy na pewno nie będą próżnować – Grzesiek Gajewski wygrał dopiero co Cappelle la Grande i (mam nadzieję!) będzie to początek pasma jego sukcesów. Także na pewno będzie ciekawie i wcale nie muszę być w gronie faworytów.

K.D. - Przejdźmy teraz do dziennikarstwa szachowego. Co się dzieje z czasopismem MAT? Informacje są bardzo skąpe. PZSzach podaje tylko to, co musi. Czytałem na stronie związku, że wystąpiłeś jako redaktor naczelny o nawiązanie współpracy, ale odpowiedź była negatywna. Upłynął bardzo krótki czas i wszystko się zmieniło. Wielu moich Czytelników bardzo się interesuje MATEM. Masz niepowtarzalną okazję wszystko szczegółowo wyjaśnić. Na Szacharnię i Królowe szachów dziennie „wchodzi” do tysiąca internautów, w tym ok. 20% to Czytelnicy ze „świata”.

Dziecko Mateusza, oczywiście nie "Dragunik"
M.B. - Dwa lata, które Staszek Zawadzki, Grzesiek Gajewski oraz ja poświęciliśmy na MAT-a to dużo czasu. Chcieliśmy zrobić dobre czasopismo i (bez fałszywej skromności) udało się to. Pismo dobro, ale nie idealne – można w nim jeszcze sporo rzeczy zmodyfikować, poprawić. W pewnym momencie uznaliśmy, że praca ta zabiera nam za dużo czasu – Grzesiek i ja skupiamy się przecież głównie na wyczynowej grze, a Staszek kończy właśnie studia. Także stwierdziliśmy, że projekt MAT pod naszymi skrzydłami musi się zakończyć. Nie chciałem jednak, by z rynku zginęło jedyne porządne (to nie jest tylko moja opinia, raczej cytuję dziesiątki rozmówców) czasopismo. Dlatego starałem się przekonać Związek, że warto by przejął on MAT-a i cieszę się, że do tego doszło. Faktycznie, na początku były pewne opory, a raczej niedomówienia, ale ostatecznie udało się. Liczyłem się z tym, że natychmiast pojawią się tysiące „ekspertów”, którzy zarzucą Związkowi, moim wspólnikom i mnie wiele bezeceństw – ale Polska to już taki naród pieniaczy. Otóż prostuję – MAT został sprzedany za symboliczną złotówkę, nie miał ani grosza długów. Ani moi wspólnicy ani ja nic na tym nie zarobiliśmy, za to mogliśmy przeczytać tu i ówdzie, że porównuje się nas do p. dr. Filipowicza, która kilka lat wstecz (będąc członkiem Zarządu!) zlecił związkową dotację na swoje czasopismo. Przyznam, że takie porównania bardzo mnie bolą, bo poświęciłem sporo czasu (a także nieco własnych pieniędzy) na to, by polska społeczność szachowa miała pismo z prawdziwego zdarzenia.

K.D. - Co Ci się nie podoba w Szacharni a co warto uwypuklić (proszę bez owijania w bawełnę). Najwyżej nie opublikuję – to oczywiście żart.

M.B. - Przede wszystkim – bardzo się cieszę, że istnieją takie strony jak Szacharnia. Szachistów w Polsce nie brakuje, ale ciekawych stron – owszem. Szacharnia jest aktualna i, co nie jest proste (bo sprawdzam wyniki turniejów regularnie), potrafi mnie zaskoczyć różnymi wiadomościami. Do tego ostatnio całkiem fajne są codziennie wrzucane studia.

To moje "dziecko"
Nie podoba mi się za to całkiem spora liczba mniej lub bardziej zawoalowanych ataków, podejrzeń czy insynuacji. Polskie szachy straciły już niejednego działacza, organizatora czy sponsora przez takie polskie piekiełko. Niestety, u nas powszechne jest szukanie dziury w całym, przekrętu, skandalu, sensacji czy nieuczciwości. Owszem, czasami trzeba zareagować (jak np. ostatnio na Szacharni pojawiło się zdjęcie z MP juniorów – także uważam, że warunki gry nie przystają randze zawodów), ale czasami warto się zastanowić czy kogoś takim wpisem się niesłusznie nie atakuje. Może warto dowiedzieć się więcej? Ok, teraz takie są standardy dziennikarstwa, ale z drugiej strony Gens una Sumus – jako społeczność szachistów powinnyśmy działać wspólnie.
Sam, chociaż akurat nie na Szacharni, byłem nie raz ofiarą ataków „dobrze poinformowanych”. Anonimowe dla mnie osoby z USA, Zbigniew Nagrocki oraz Hinda Śledziewski, na swoich stronach nie raz oskarżały mnie o ustawione partie. Pierwszy raz już w 2006, kiedy po raz pierwszy zdobyłem mistrzostwo Polski. Mam wielki żal do tych osób, bo przez całą moją karierę starałem się być przykładem uczciwej gry, ani razu nie wchodząc w żadne układy. Kiedyś nawet, na ME juniorów w 2003, mając już zapewniony tytuł, w ostatniej rundzie grałem ze Zbyszkiem Paklezą. Jeśli przegrywałem – Zbyszek brał brąz, kosztem Rosjanina. Uważałem jednak, że muszę grać fair, nawet pozbawiając mojego kolegę medalu. To była chyba najcięższa dla mnie partia w życiu, ale po długiej obronie uzyskałem remis, a Rosjanin nie wierzył własnym oczom, że Polacy się nie dogadali... Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że kilka lat później ludzie zapomnieli o tym, że gram fair i oskarżali mnie o coś zupełnie przeciwnego. Przyszło im to łatwo – siedzą z dala od polskich wydarzeń, nikogo nie znają itp. Gdyby się choć trochę dowiedzieli, byliby bardziej wiarygodni. Standardy Szacharni są znacznie wyższe, ale i na tej stronie można znaleźć czasami informacje zupełnie nie sprawdzone, pomawiające różne osoby.

Z punktu widzenia redaktora czasopisma drażnią mnie także niepodpisane zdjęcia – wydaje mi się, że jest to naruszenie praw autorskich. No i na koniec jeszcze komentarze – lepiej wrzucać partię bez komentarza niż skomentować ją byle jak – często na Szacharni zdarzają się potem takie komentatorskie niedoróbki.

Miało być szczerze – więc jest. Mam nadzieję, że Szacharnia jeszcze przez długie lata będzie dostarczała szachowym kibicom najświeższych informacji, a z czasem może przekształci się w zupełnie komercyjny serwis? Życzę sukcesów!

K.D. Dzięki serdeczne, że aż tyle czasu poświęcasz Szacharni. Na Twoje „zarzuty” - dla mnie bardzo cenne – postaram się odpowiedzieć w jednym z kolejnych postów. No i życzę Ci kolejnego wywiadu z Krzysztofem Długoszem za rok. 

Tu jest moja odpowiedź - kliknij

piątek, 11 marca 2011

Mateusz Bartel specjalnie dla Szacharni odpowie jutro na trudne pytania!!

Oto tylko niektóre (te delikatniejsze):

- Warszawskie mistrzostwa wygrałeś zdecydowanie. Czy Ty jesteś taki dobry, czy przeciwnicy tacy słabi?

- Rok temu pytałem Cię o „młodych gniewnych”. Ciepło się o nich wypowiadałeś, ale w kolejnej mistrzowskiej konfrontacji był Bartel a młodzież pewnie się „gniewa”, bo zostawiłeś ich daleko z tyłu?

- Czy tak mało liczny „szwajcar” to optymalna formuła rozgrywania mistrzostw kraju, czy może lepiej wrócić do finału kołowego?

- Co powiesz o swoich wpadkach w Bundeslidze? Kilka udało mi się opublikować. Wyjazdy do Niemiec to sposób na zarabianie „kasy”?
Zapewniam, że lektura będzie pasjonująca.

poniedziałek, 11 października 2010

Specjalnie dla Szacharni - GM Radosław Wojtaszek o przyszłości, olimpiadzie i światowej czołówce - z pełnym respektem.

- Po pierwsze gratulacje za występ na Olimpiadzie w Khanty Mansiysku. Czy był to Twój najlepszy wynik rankingowy w życiu?

Partia Wojtaszek - Aronian
Radosław Wojtaszek - Dziękuję bardzo. Trudno mi powiedzieć, czy był to mój najlepszy wynik w karierze, na pewno jednak zagrałem udany turniej. Jest to dla mnie o tyle ważne, że zagrałem kilka partii z graczami
czołówki światowej, dzięki czemu mogłem sprawdzić się w grze z najlepszymi.

- Czy nie było możliwości wygrania z Peterem Leko w ostatniej partii?

R.W. - Była to dla mnie o tyle trudna partia, że Leko jest solidnym zawodnikiem i bardzo rzadko przegrywa. Po debiucie odrzuciłem remis, być może stałem minimalnie lepiej dzięki przewadze przestrzeni, ale zagrałem bardzo słaby ruch(Wa6?), dzięki któremu dałem mu możliwość przestawienia skoczka na c6. Potem pozycja się uprościła i nie było już żadnych szans na wygraną.

- Kto zdecydował, że w ostatniej rundzie zagra Bartłomiej Macieja a nie Bartosz Soćko (Macieja był po dwóch przegranych i dniu wolnym – w głowie pewnie mu się „gotowało”)?

R.W. - Skład zawsze ustala kapitan po konsultacjach z drużyną. Cóż, Bartkowi nie wyszła ta partia, ale z drugiej strony łatwo krytykować po meczu. Tym bardziej, że partia czarnymi z Almasim, który był w dobrej formie, na pewno nie należy do łatwych...

- Czytelnicy Szacharni bardzo wysoko oceniają Wasz występ w Khanty Mansiysku, jednak pozostaje pewien niedosyt – jak Ty oceniasz start reprezentacji Polski?

R.W. - Oczywiście, że jest niedosyt, bo na pewno nasza gra była lepsza niż zajęte miejsce. Z drugiej strony też nie ma co narzekać, bo z tego co słyszałem, to miejsce 11 jest najlepsze od wielu lat. Progres w naszej grze jest łatwo zauważalny, w drużynie panuje dobra atmosfera a to pozwala z optymizmem spoglądać na następne występy naszej drużyny, np. na przyszłorocznych DME.

- Byłeś blisko naszej drużyny pań. Szóste miejsce na świecie – świetnie, ale znów niedosyt – medal był z zasięgu ręki. Co o tym sądzisz?

R.W. - To na pewno potwierdzenie tego, że należą do ścisłej czołówki. Ciężko mi powiedzieć czego im zabrakło do medalu, o to już najlepiej spytać same zawodniczki i trenerów.

- Jak czujesz się w ścisłej czołówce światowej – obecnie jesteś na 22 miejscu?

R.W. - Przyznam, że czuję się trochę dziwnie, ponieważ przyszło to bardzo szybko. Nie do końca jeszcze wiem, czy naprawdę gram na swój ranking, czy jest to tylko jednorazowy skok i efekt mojej dobrej formy, która niebawem może się skończyć. Zweryfikują to następne turnieje, natomiast ja staram się o tym nie myśleć i skupiam się na tym, żeby do tych turniejów przygotować się jak najlepiej.

Uroczysta kolacja po meczu Anand - Kramnik
- Jaki wpływ na Twoje osiągnięcia miała i ma najbliższa współpraca z mistrzem świata?

R.W. - Na pewno ta współpraca bardzo mi pomogła, zobaczyłem jak trenują najlepsi, jak się przygotowują do turniejów oraz, jak się na nich zachowują. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem się przyczynić do obrony tytułu przez Vishego i jednocześnie zebrać doświadczenia, które pomagają w mojej własnej karierze.

- Trochę na Szacharni gdybałem, gdy graliście z Indiami, że teoretycznie mogło dojść do pojedynku Anand – Wojtaszek. Ograł byś mistrza świata, gdyby przyjechał do Khanty Mansiyska?

R.W. - Nie ma co ukrywać, że mimo wysokiego rankingu, dalej bardzo wiele brakuje mi do najlepszych szachistów na świecie, więc taki wynik byłby bardzo mało prawdopodobny, o ile w ogóle możliwy. Natomiast zawsze można pomarzyć.

- Czytałem, że masz zagrać w Corusie B a może jednak w Corusie A – ranking Cię do tego w pełni upoważnia?

R.W. - Corus A nie wchodził w rachubę – z tego co wiem, to organizatorzy odmawiali udziału silniejszym i bardziej znanym szachistom niż ja. Wydaje mi się, że udział w turnieju B jest dla mnie dobrym rozwiązaniem, ponieważ będę mógł zagrać z dobrymi zawodnikami i powalczyć o wygraną i przepustkę do głównego turnieju. W tym miejscu słowa podziękowania należą się PZSzachowi, który bardzo pomógł mi w otrzymaniu tego miejsca.

- Gdzie jeszcze wybierasz się w najbliższym czasie?

R.W. - Ostatnie turnieje były dla mnie bardzo wyczerpujące, dlatego obecnie planuję dłuższy odpoczynek. Na początku listopada wrócę do bardziej intensywnych treningów, które będą jednocześnie przygotowaniem do Corusa, który jest moim najważniejszym celem w najbliższym czasie.

- W imieniu Czytelników Szacharni serdecznie dziękuję za rozmowę i czekamy, by uczeń przegonił mistrza (Ananda).
Rozmawiał Krzysztof Długosz

Wywiad z Radosławem Wojtaszkiem już niebawem na Szacharni

GM Radosław Wojtaszek
Zadałem kilka pytań naszemu najlepszemu szachiście od wielu lat - GM Radosławowi Wojtaszkowi (aktualnie na 22. miejscu na światowej liście rankingowej. Specjalnie dla Czytelników Szacharni zgodził się na nie odpowiedzieć. Wywiad ukaże się niebawem. Zapraszam do lektury. Tylko tu dowiesz się o kulisach Olimpiady w Khanty Mansiysku i o przyszłości naszego arcymistrza.

czwartek, 28 stycznia 2010

Tylko dla Szacharni mistrz Polski Mateusz Bartel odpowiada na pytania



- Na wstępie gratulacje z okazji zdobycia drugiego tytułu mistrza Polski seniorów. Który z nich sprawił Ci więcej satysfakcji, ten z Krakowa (2006), czy obecny?

Na pewno cenniejszy był tytuł zdobyty teraz. W Krakowie nie grali wszyscy najlepsi. Teraz ze ścisłej czołówki nie zabrakło nikogo. Oba turnieje miały też miejsce w innych momentach mojej kariery. W 2006 roku wybierałem czy skupić się bardziej na studiach czy na szachach. Wygrana w MP sprawiła, że szachy zacząłem traktować poważniej i dzięki temu w połowie 2007 roku w końcu wskoczyłem na 2600. Niestety, od tego czasu nie zrobiłem wyraźnego postępu, ale mam nadzieję, że teraz się to zmieni.
- Który tytuł był trudniejszy do osiągnięcia?
Ciężko to porównywać, bo formuła obu turniejów była inna. Fizycznie cięższy był turniej w Krakowie, w końcu było to aż 13 rund, bez dnia przerwy. Czysto szachowo cięższy był zapewne turniej w Warszawie, choćby dlatego, że dopiero na samym końcu wyskoczyłem zza pleców Radka Wojtaszka.
- W którym momencie uznałeś, że mistrzostwa w Warszawie są Twoje?
Uwierzyłem, że mogę stanąć na podium po wygranej z Kamilem Mitoniem, a po wygranej z Michałem Krasenkowem byłem pewien, że będzie dobrze. Ale takie przeczucie bywa złudne. Gdyby Marcin Dziuba zagrał jeden dokładniejszy ruch mógłbym nawet nie załapać się na pudło.
- Nie są to jedyne złote medale w twojej karierze. Zaczynałeś od pierwszego miejsca w mistrzostwach Polski juniorów do lat 10, kto Ci pokazał szachy i jak to wyglądało na początku?
W szachy nauczył nas grać Tata. Nas, bo w szachy gra również Michał, mój o 1,5 roku młodszy brat. Dość szybko zapisał nas do warszawskiej Polonii, która od zawsze, a zwłaszcza wtedy, miała dobry system szkolenia juniorów. Dzięki temu mogłem szybko progresować.
- Co sądzisz o "młodych, gniewnych". Mam tu na myśli Kamila Draguna, Darka Świercza i Kacpra Pioruna. Sytuacja w mistrzostwach sprawiła, że Kacper, gdyby wygrał ostatnią partię z Radkiem Wojtaszkiem, to stałby obok Ciebie na podium?
Do tej trójki dodałbym Marcela Kanarka, który moim zdaniem również jest bardzo utalentowany. Niestety, wszyscy mnie zawiedli. Najwyższe miejsce zajął Darek, ale spodziewałem się po nim o wiele więcej. Jedna wygrana z Tomaszem Markowskim, na dodatek bardzo szczęśliwa, to niestety niezbyt wiele. Kacper znacznie lepiej grał rok temu w Chotowej, gdzie pokonał między innymi Bartłomieja Macieję. Tym razem z Bartkiem przegrał w pierwszej rundzie, co może rzutowało na turniej. Realnych szans na medal Kacper nie miał. Marcel zagrał kilka fajnych partii, ale jak zwykle gubiły go niedoczasy. Dla Kamila turniej był dobrą szkołą. Wydaje mi się, że juniorów trzeba oceniać surowo i szybko oczekiwać postępów. Wystarczy spojrzeć jak radzą sobie Giri, Negi, Robson. To do nich powinni równać nasi zawodnicy, a nie do polskich seniorów, którzy - taka jest smutna prawda - w tym momencie na świecie się nie liczą. Ale mam nadzieję, że to się zmieni wkrótce. Nowy Zarząd PZSzach ma zupełnie inną strategię niż poprzedni - chce stawiać również na wyczyn. To na pewno zmobilizuje seniorów do pracy, więc powinny też przyjść wyniki. Zresztą - im lepsze warunki będą mieli seniorzy, tym większa szansa, że juniorzy nie zniechęcą się do szachów. Paweł Czarnota, Wojtek Moranda czy Michał Olszewski to zawodnicy, którzy spokojnie mogliby osiągnąć 2700. Ale - przynajmniej takie jest moje zdanie - widząc, że w Polsce nikt nie interesuje się arcymistrzami, postawili na studia i to w maksymalnym wymiarze. Dla nich to pewnie dobra decyzja, ale dla polskich szachów ogromna strata.
- Co jest najtrudniejsze w szachach?
Dla każdego co innego, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy czysto szachowe. To co jest problemem dla wszystkich, to umiejętność radzenia sobie z porażkami. Każdy musi z tym sobie radzić, a wielu zawodników tego nie potrafi i osiągają przez to gorsze wyniki. W końcu nagromadzenie emocji jest duże, a ich ujścia przy partii nie ma. Dlatego tak ważna jest aktywność fizyczna.
- Z wykształcenia jesteś?
Skończyłem licencjat na Wydziale Zastosowań Informatyki i Matematyki na warszawskiej SGGW.
- Jaki wpływ miały szachy na Twoją edukację?
Na pewno spory. Ciągłe wyjazdy sprawiły, że od 10 roku życia zawsze miałem jakieś zaległości w szkole. Ale tak miał każdy szachista, więc to nic nadzwyczajnego.
- Jak wygląda Twoja praca nad szachami, ile poświęcasz czasu na przygotowania. Jakie zagadnienia szczególnie preferujesz a czego nie lubisz robić?
Staram się pracować codziennie. Szachy lubię jako całość, ale nie przepadam za komputerami. Według mnie, zwłaszcza przygotowanie debiutowe, szachy straciły wiele uroku przez maszyny. Teraz kreatywne idee można obalić za pomocą Fritzów, Rybek w kilka chwil. Oczywiście, komputery pozwalają też znaleźć nowe idee w pozornie "pogrzebanych" liniach, ale nie jest już to wysiłek czysto ludzki. To mi się nie podoba, ale czasu nie można zatrzymać.
- W szachach osiągnąłeś już bardzo dużo, ale czy to szczyt Twoich możliwości. Czy ranking 2800 jest w Twoim zasięgu?
Nie wydaje mi się, bym w szachach osiągnął dużo. Nigdy nie byłem nawet w TOP 100 światowego rankingu, więc o czym my mówimy? O sportowcach z innych dyscyplin, którzy nie zajmują czołowych lokat nawet nie chcę słuchać. Czy 2800 jest w moim zasięgu? Wolę odpowiedzieć na pytanie które miejsce w rankingu jest w moim zasięgu, bo to lepiej odzwierciedla siłę gry niż ranking. Chciałbym dołączyć do TOP 30 na świecie, ale do tego bardzo daleka droga i bez dużej pracy na pewno się to nie uda. Myślę, że bliżej tego jest Radek Wojtaszek i gorąco mu tego życzę. W końcu rywalizacja w kraju jeszcze bardziej motywuje do podnoszenia poziomu.
- Obecnie jesteś redaktorem naczelnym czasopisma MAT. Czy to jest bardzo absorbujące zajęcie? Jak się wiedzie MAT-owi na bardzo trudnym rynku "fachowego słowa pisanego"?
Mat zabiera bardzo dużo czasu, ale nie jest to czas stracony. Po pierwsze to odskocznia od treningów i zawodów, a po drugie daje wiele przyjemności. Cała redakcja spotkała się już z dużą ilością pozytywnych komentarzy. Wkładamy dużo serca w pismo i cieszymy się, że dajemy ludziom coś fajnego. Rynek słowa pisanego jest trudny, ale jest on trudny również z powodu...samych szachistów. Sporo osób co prawda czasopismo chwali, ale już zaprenumerować nie zaprenumeruje. Na pytanie dlaczego pada zazwyczaj szereg pokrętnych odpowiedzi, z których można wywnioskować - "a bo to tyle roboty" :). Mam nadzieję, że szachiści, zwłaszcza Ci, którym pismo się podoba, szerzej będą się garnąć do prenumeraty. Chcielibyśmy rozwijać czasopismo i prowadzić je przez lata, ale bez Czytelników kiedyś straci to sens, bo nie zawsze będziemy mieć tyle energii.
- Czy swoją przyszłość wiążesz tylko z szachami?
Wszystko zależy od tego jak będzie się rozwijała moja kariera. Jeśli zobaczę, że mój poziom gry nie ulega poprawie - skończę z szachami jako profesją. Oczywiście, czasami można nie mieć obiektywnego spojrzenia odnośnie własnej siły gyr, zwłaszcza jak szachy się lubi. Trzeba jednak podejmować ciężkie decyzje. Jeśli miałbym być zawodnikiem na poziomie połowy drugiej setki rankingu do profesjonalna gra nie jest zbyt intratna.
- Jak spędzasz czas wolny?
A co to jest? Na poważnie, od czasu założenia "Mata", czyli od prawie 1,5 roku, mam mało czasu wolnego. Turnieje, treningi, Mat - zajmują dużo czasu. Gdy mam wolne najchętniej wybieram aktywność fizyczną (zwłaszcza piłkę nożną) albo książkę. Od czasu do czasu zagram również z bratem (i nie tylko z nim) w jakąś grę komputerową.
- Co z dziewczynami, z założeniem rodziny itd.?
Od ponad 3 lat moją dziewczyną jest arcymistrzyni Marta Przeździecka.
- Podaj trzy rzeczy, które powinny zniechęcić młodego chłopca do gry w szachy?
Nie prowadzę antyreklamy ulubionej dyscypliny, nie podam żadnej.
- Podaj trzy rzeczy, aby zachęcić ośmiolatka do gry w szachy?
Szachy są wspaniałą przygodą, dzięki której można poznać bardzo wiele wartościowych osób i zwiedzić cały świat. A jak ktoś to naprawdę lubi i jest dobry, to może mieć nie tylko hobby, ale i zawód na całe życie.
- Plany na najbliższą przyszłość.
Luty poświęcę na treningi, a w marcu lecę na ME do Rijeki. Chciałbym poprawić wynik z ubiegłego roku, który i tak był niezły - 17 lokata.
Na zdjęciu: Podium mistrzostw Polski 2010. Między Mateuszem Bartelem, Radkiem Wojtaszkiem i Jackiem Gdańskim jest człowiek, który pomaga szachistom. Najwyższa ocena.