Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jopek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jopek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 kwietnia 2016

Laureat "Hetmana" dla najlepszego dziennikarza szachowego nagle zamilkł po otrzymaniu trofeum!?

Od dwóch tygodni nic nie ukazuje się na blogu Krzysztofa Jopka, laureata "Hetmana" dla najlepszego dziennikarza szachowego (zdaniem władz PZSzach). "Psychologia i szachy" przestały nadawać po trzeciej rundzie mistrzostw Polski i żarcie na Prima Aprilis w trakcie transmisji. Mam nadzieję, że powodem nie są kłopoty osobiste autora, a jakieś obiektywne problemy.
Liczę na szybkie wznowienie postów, bo pewnie w Warszawie tęsknią za głaszczącą rękę komentatora z Sosnowca.  

środa, 12 lutego 2014

Krzysztof Jopek obraził się na Szacharnię i skasował do niej link!!

Na blogu Jerzego Konikowskiego znalazłem taki oto komentarz:

  • Mat
    Panie Zbigniewie, pański artykuł ukazał się w całości na Szacharni. Krzysztof Jopek po przeczytaniu tego tekstu tak się zdenerwował, że od razy wyrzucił ze swojego bloga linka do Szacharni, tak samo jak to zrobił kiedyś z linkiem na blog Jerzego Konikowskiego.
Z ciekawości sprawdziłem i rzeczywiście - nie ma. Napiszę szczerze, przeżyłem szok!! Nie z powodu "ogromnej" straty w wejściach na Szacharnię (jest tak popularna, iż jej "reklama" na blogu Krzysztofa Jopka jest kompletnie zbyteczna - prawie 900.000 wejść w porównaniu z 59.000 na bloga psychologicznego), ale ze sposobu myślenia sosnowieckiego znawcy szachów.
Linki na poszczególnych stronach szachowych z założenia mają ułatwić internautom sprawniejsze poruszanie się po ulubionych stronach. Dają również możliwość szybkiego zobaczenia, co się na nich ukazuje. Aż tyle i tylko tyle.
Krzysztof Jopek nie mnie zrobił "na złość", lecz swoim czytelnikom myśląc, iż likwidacja linku spowoduje likwidację Szacharni. Nic bardziej mylnego. Dwója z logicznego myślenia i psychologii.
P.S.
Na Szacharni zostanie link do bloga Krzysztofa Jopka. Niech wszyscy czytają Jego "twórczość"! 

poniedziałek, 10 lutego 2014

Amerykański komentarz rosyjskiego turnieju o polskim komentatorze

Ocena występu Polaków w Moscow Open 2014

Z niecierpliwością oczekiwałem artykułu o występie Polaków Krzysztofa Jopka – niewątpliwego aktualnie największego autorytetu i opiniodawcy o polskich szachach. Niestety, z rozpaczą zobaczyłem, że Krzysztof Jopek zakończył swoją radosną, górnolotną twórczość na ósmej rundzie. Biorąc pod uwagę to, co napisał, to wygląda na to, że transmisja przekłamuje, bo Darek, który jest lepszy od Fischera, Kasparowa, Karpowa, jak mawiał nasz nieodżałowany były prezes Sielicki, nie może tak grać:
Krzysztof Jopek:
Nie wiem, czy można do końca dowierzać transmisji, gdyż wiele partii zawiera masę posunięć tak absurdalnych, że nie mogłyby mieć po prostu miejsca w arcymistrzowskich pojedynkach. Jednak, jeśli choć część z tego, co się zdarzyło w partiach Darka Świercza jest prawdą, to zwyczajnie "na zrębie dęby stają dęba"*. Mecze Darka wyglądają na dramatyczną walkę z gwałtownymi zwrotami akcji, błędami po obu stronach i kontrami w najmniej spodziewanych momentach. Na razie Darek jest dziesiąty i pierwszy w stawce tych z 5 pkt. w tabeli.
Ja mam na to prostsze określenie: gra jak Suwarski, nie obrażając nocnego stróża.
Pozazdrościłem sukcesów tego znanego opiniodawcy i postanowiłem się czegoś od niego nauczyć. Przejrzałem wiele jego wpisów i ze zdumieniem znalazłem w jego wypowiedziach nic innego, jak styl i słownictwo najlepszego chyba na świecie komentatora szachów, Sergieja Szipowa, tyle że po polsku. Dobrze jest wzorować się na najlepszych, ale trąci to plagiatem. Każdy orze jak może, a jak nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
Dość już tego przydługiego wstępu.
W bardzo silnym openie (zauważcie, że Polacy grają wyłącznie w silnych openach) moskiewski arcymistrz z polskim paszportem Michał Krasenkow podzielił pierwsze miejsce i nie zawiódł swoich moskiewskich kibiców. Czterokrotny mistrz Polski, arcymistrz Mateusz Bartel też podzielił pierwsze miejsce. Przykre jest to, że ten turniej nie daje przepustki do superturnieju, bo należy im się jak psu buda.
Żeby nie być gołosłownym, poniżej zamieszczam zestawienie, w jakich turniejach grali nasi:
Mateusz Bartel – turniej kategorii XII
Michał Krasenkow – turniej kategorii VIII
Dariusz Świercz – turniej kategorii XI
Bartosz Soćko – turniej kategorii VIII
Kamil Dragun – turniej kategorii XII
Jak mawia redaktor miesięcznika Szachy Szachy, nawet nieuzbrojonym okiem widać, że w tym bardzo silnym turnieju grali dwaj zawodnicy z rankingiem +2700, którzy też podzielili pierwsze miejsce i ich uznano za zdobywców miejsc pierwszego i drugiego.
Przypuszczam, że Krzysztof Jopek więcej czasu poświęci naszym asom w zbliżających się Indywidualnych Mistrzostwach Europy. A nuż któryś pójdzie dołem i niczym Bartłomiej Macieja w 2002 roku wskoczy na pierwsze miejsce?

niedziela, 5 sierpnia 2012

Polska: Ambicje mistrza Polski w szachach po laniu w Dortmundzie

Krzysztof Jopek
Na stronie Krzysztofa Jopka ukazał się jego wywiad z Mateuszem Bartelem po turnieju w Dortmundzie. Oto jego fragment:

K.J: Mateusz, na koniec podziel się jeszcze ze mną i kibicami planami startów, które masz do końca tego roku. Co zamierzasz tuż po Olimpiadzie i w ostatnich miesiącach tego jubileuszowego, rubinsteinowskiego roku?

M.B: Po Olimpiadzie zagram polską ligę, bo na wrzesień przewidziano dwa zjazdy, czyli razem 6 partii. Następnie, wraz z Radkiem Wojtaszkiem, jedziemy na Klubowy Puchar Europy do izraelskiego Eilat w barwach drużyny z Nowego Boru. Bronimy na tej imprezie sensacyjnego trzeciego miejsca, a że się wzmocniliśmy Navarą i Sasikiranem (nasz skład wygląda teraz tak: Wojtaszek, Sasikiran, Navara, Laznicka, Bartel, Hracek) to znowu możemy powalczyć. Krótko potem, polecę na Memoriał Czigorina do St. Petersburga, a potem zapewne zagram coś jeszcze, ale nie jest to do końca rozstrzygnięte. No i oczywiście rozpoczną się ligi - niemiecka i czeska - więc parę weekendów spędzę na graniu w tych rozgrywkach.

Komentarz Szacharni:
Ta wypowiedź (chyba autoryzowana?) dobitnie świadczy o podejściu aktualnego mistrza Polski do szachów. Ligi, ligi, ligi, Memoriał Czigorina (tu wielki plus!!) i coś tam jeszcze niesprecyzowanego. Tu perę euro, tam parę euro i jakoś się kręci. Tam ogramy zawodnika "2400", zremisujemy z "2600", utrzymamy ranking i mamy miejsce w kadrze.
Zawodnicy mający ambicje (walczący o jak najwyższe miejsce - o lepsze granie w SZACHY!!) "kombinują", jak by się odegrać na tych, którzy ich potwornie zlali. Mistrz Polski bezwarunkowo pogodził się z przegraną w Dortmundzie i nawet nie próbuje tego robić. Stwierdza, że to inny świat, do którego się nie nadaje. Smutne to, ale prawdziwe.
... O roku Akiby Rubinsteina zapomniano w ogóle.
Kliknijcie link i przeczytajcie cały wywiad:  http://psychologiaiszachy.blogspot

niedziela, 22 lipca 2012

To jest ważne!! Szachiści w Polsce przypominają mi niekiedy rekonwalescentów ...



Blogger Krzysztof Jopek pisze...




Warunki do spełnienia się w szachach są takie mniej więcej i składają się na tzw. korzystny układ planet: rodzice mają mieć dużo pieniędzy (by mogli opłacić trenerów) trzeba trafić na dobrych wykładowców i... samemu baardzo chcieć! Z tym "samemu bardzo chcieć" to wygląda tak, że chodzi się wiecznie głodnym gry i wiedzy, z przemożnym pragnieniem zwyciężania, które się nigdy nie nudzi. To ciągłe bycie niezadowolonym z miejsc, które się zajmuje, z turniejów w których się grywa (bo chce się grać w coraz to silniejszych) z poziomu swojej gry, gdyż się uważa, że ciagle to nie jest to i czuje się, że stać nas na więcej.
Co do głodu gry i zwyciężania, to młody arcymistrz powinien przypominać wilka zimą, gdzie po dopadnięciu łosia już rozgląda się za nową ofiarą i traktuje to nie jak odpoczynek, a ... walkę o przetrwanie. Tylko tak można w szachach zdziałać wiele.
Szachiści w Polsce przypominają mi niekiedy rekonwalescentów po częściowej resekcji żołądka - w odniesieniu do ich głodu nowej wiedzy, wyzwań i samej gry - da się ich nakarmić kilkoma łyżkami lekkiej strawy i już się czują najedzeni. Owi rekonwalescenci symbolizują kondycję naszej czołówki szachowej, która smaków na wielkie szachy nie ma i wystarcza im garnuszek płatków owsianych na mleku, bo skurczony żołądek nie potrafi przyjąć więcej. Smutne też jest, że juniorstwo marzy o dojściu do 2500 elo i wtedy jeżdżą po "Rapidach" za 300 zł z I miejsce i każą na siebie spoglądać jak na przyszłych Karpowów, ogrywając w między czasie na tych turniejach w niedoczasach zawodników z 2150 elo w całkowicie równych końcówkach, na czas. Taka jest rzeczywistość szachów w Polsce jak na razie, a perspektywy na zmianę tej sytuacji nie widzę zbyt wielkich. Rzeczywistość dookolna szybko sprowadza do przeciętnego poziomu i wychylać się nie pozwala. Wychylają się tylko prawdziwe osobowości, ale tych w Polsce... jak na lekarstwo.
Komentarz Szacharni:
Krzysztof Jopek zarysował paskudne podejście do szachów w Polsce. Skomentuję to po turnieju w Dortmundzie. Jedno jest pewne - gdy stwierdzimy, że jesteśmy baranami, to inni to bez mrugnięcia oka to potwierdzą. Związek szachowy w Polsce nie daje żadnej motywacji do grania na wygraną. Trzeba przeżyć i jak najwięcej wyciągnąć - w związku - nie w szachach. Przypomnę tylko, że celem gry w szachy jest grać lepiej a nie zarabiać parę euro, czy parę ELO...

czwartek, 12 lipca 2012

Ciekawy tekst Krzysztofa Jopka o turnieju w Dortmundzie i Mateuszu Bartelu


Chciałoby się powiedzieć: Mateusz, taka szansa może się już w twojej zawodniczej karierze profesjonała nie powtórzyć! Można również użyć wielu innych frazeologizmów motywujących naszego Mistrza Polski. Miałem okazję poznać Mateusza osobiście. Jest  to sympatyczny i inteligentny człowiek, bardzo kontaktowy, a przede wszystkim świadomy celów, które sobie wyznaczył. Wszelkie, kończące się wykrzyknikami hasła motywujące aktualnego Mistrza Polski są jak najbardziej na miejscu, jednak nasza szachownica nr. 2 , doskonale wie gdzie zagra i przed jaką szansą stoi. 
Czytaj więcej: Tekst Krzysztofa Jopka

niedziela, 13 maja 2012

Z bloga Krzysztofa Jopka. Kasa, kasa, kasa...


"Panie, zrzuć się Pan na arcymistrza, czyli o podziale nagród finansowych w rapidach"
Już w wieku dziewiętnastym Karol Marks podczas tworzenia zrębów teorii walki klasowej był przekonany, że byt określa świadomość. Ujmując tę myśl prościej: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i, wypowiadając mój pogląd na temat finansowania, a właściwie podziału puli nagród w turniejach szachów aktywnych, będę wyrazicielem siebie, swojego punktu siedzenia. Sądzę jednak, a nabierałem stopniowo takiego przekonania po licznych dyskusjach z szachistami na turniejach, moją myśl podziela znacznie więcej fanów gry bezpośredniej.
 Chodzi mi mianowicie o taką sytuację, w której organizatorzy tworzą trzy, cztery nagrody główne, plus jedną, dwie nagrody dla juniorów i liczą na niezłą frekwencję w zawodach. Znaczny procent szachistów grających w "rapidach" jest już poza wiekiem juniorskim oraz nie ma szans (z uwagi na umiarkowaną siłę gry) na nagrody główne. Teraz już tak czysto materialnie, żeby moi Czytelnicy nie myśleli, że autor taki "odrealniony" w większości swych tekstów i nie widzi krawężnika o który się co i rusz potyka. Policzmy więc. Wybierając się na turniej szachów aktywnych samochodem z kolegą muszę dać mu około 25- 30 zł na benzynę, do tego płacę wpisowe w tej samej wysokości. A więc taka eskapada kosztuje mnie w okolicach 60 - 70 zł. Są to przeciętne kwoty, gdyż wysokość puli wydanej uzależniona jest od odległości turnieju od miejsca zamieszkania. Organizator nie przewiduje dla mnie oraz przeciętnie 50 % płacących wpisowe szachistów choćby dwóch nagród, o które mógłbym powalczyć i mieć jakieś tam widoki na zwrot kosztów. Tak więc, przeciętnie ponad połowa uczestników robi "ściepę" na nagrody główne i nic z tego nie ma. Chciałem podkreślić, że mówię o tych turniejach, w których nie ma nagród w grupach.
A co by było, gdyby po prostu ta grupa, która nie ma szans na cokolwiek została w dniu turnieju w domu? Ile organizatorzy mieliby wtedy uczestników? Dwudziestu? Tylko pragnienie spotkania i gry bezpośredniej sprawia, że wielu wraz ze mną, bez względu na koszty, wybiera się choć wie, że nic z tego nie będzie mieć. Sprawa organicznie sprzyja "wielogłosowi". 2400 elo powie mi: to się naucz grać tak jak ja, a będziesz jeździł i zgarniał nagrody główne! Jakiś 1935 elo wykrzyknie: Autor ma rację! Po jasny gwint dokładać do tego interesu!? Co to, nie ma playchessa czy kurnika? Inny powie: przecież koszty wydane na turniej są dobrze zainwestowane, wszak możemy bezpośrednio porywalizować, a tego nie zastąpi nic. I ... każdy z nich ma rację! A ktoś kiedyś powiedział, że prawda jest jedna;).
Mnie chodziłoby o taką rzecz, aby organizatorzy sensownie rozkładali nagrody, mając na uwadze tych, których jest najwięcej, czyli zawodników "środka" oraz juniorów. To przecież ta grupa tworzy w znacznej mierze to wydarzenie.
Takich turniejów pod tytułem "zrzućta się chłopy na arcymistrza" jest już coraz mniej ale jest ich jeszcze niemała ilość. A co do nagród to będąc kreatywnym za tanie pieniądze można tą grupę środka bez problemu docenić. Mając przeznaczone do 100 zł. kupuję trzy, cztery książki szachowe i problem nagród wydaje się rozwiązany. Ciekaw jestem waszych głosów, jak widzielibyście najbardziej sprawiedliwy podział nagród w jednodniowych rapidach?

sobota, 14 maja 2011

"Szachy w szkole" na konferencji w Krakowie

Wykład Piotra Zielińskiego - szefa polskich
szachów młodzieżowych
Na blogu Krzysztofa Jopka ukazała się relacja z drugiej konferencji na temat szachów w szkole. Oto fragment:
" Relacja z II Międzynarodowej Konferencji Metodyczno - Szkoleniowej "Szachy w szkole". Kraków. 02.V.2011r."
Druga konferencja metodyczno - szkoleniowa "Szachy w szkole" odbyła się w tym roku w Krakowie. Wybór miejsca konferencji, na której spotkało się kilkudziesięciu pedagogów, instruktorów oraz trenerów szachów nie był przypadkowy, gdyż w tym samym czasie w Krakowie odbywają się Mistrzostwa Świata Szkół i wielu trenerów było "na miejscu" wraz ze swoimi podopiecznymi." czytaj więcej

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Ciekawy artykuł na blogu Krzysztofa Jopka

"Intuicja i jej wpływ na analizę oraz proces podejmowania decyzji w partii szachów"

W Instytucie Badań nad Chemią i Fizyką "RIKEN", przeprowadzono bardzo interesujący eksperyment, który miał na celu zbadanie różnic w funkcjonowaniu pewnych obszarów mózgu u profesjonalnych szachistów, w porównaniu ze zwykłą grupą amatorów szachów. Japońscy uczeni, wykorzystując w eksperymencie tomograf komputerowy zbadali te obszary mózgu, które zawodowy szachista wykorzystuje w procesie analizy, podczas percepcji wrażeń zmysłowych oraz w momencie podejmowania decyzji podczas rozgrywania partii szachów. Czytaj więcej

czwartek, 3 marca 2011

Chwalą Waldemara Świcia - więcej na blogu Krzysztofa Jopka http://psychologiaiszachy.blogspot.com/

Bieszczadzka wersja Waldemara Świcia
... Szczególnie utkwiły mi w pamięci wykłady Waldemara Świcia, którego wszyscy słuchali z zapartym tchem. Waldemar Świć, we właściwy sobie, humorystyczny sposób, snuł swoje rozważania na temat jego doświadczeń związanych z pracą trenerską i nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że jest to obecnie jeden z najlepszych trenerów szachowych w Polsce...
Komentarz Szacharni:
Waldka znam od niepamiętnych czasów. Jest to człowiek, który jak mało kto w Polsce, jest chodzącą wiedzą szachową i to nie tylko fachową, ale historyczną, anegdotyczną i jaką tylko kto chce. Zarząd Polskiego Związku Szachowego oczywiście nie wymyślił, by przyznać trenerowi trenerów swoją "nagrodę" w postaci Hetmana. Ale Waldek nigdy nie był łasy na takie "wyróżnienia".

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Z bloga Krzysztofa Jopka

"Cechy szachowego wojownika, koncentracja i energia, medytacja"

Jeśli chcesz wzbudzać respekt wśród twoich przeciwników, jeżeli chciałbyś aby chętnie z Tobą rozmawiano na turniejowych salach, a o wiele mniej chętnie siadano do gry z Tobą, powinieneś już dziś wyruszyć w podróż, której celem jest odnalezienie w sobie prawdziwej natury wojownika. Bycie wojownikiem, to dostrzeżenie przede wszystkim, że szachy są bezlitosnym sportem. Możesz jednak być spokojny. W tej dyscyplinie o brak uczuć litości z pewnością nikt Cię nie posądzi. Do szachownicy siadasz po to aby ograć twojego przeciwnika i taki jest twój cel ... (chcesz wiedzieć więcej - kliknij ten link: http://psychologiaiszachy.blogspot.com/ )

poniedziałek, 22 listopada 2010

Psychologia i szachy według Krzysztofa Jopka

"Wpływ poczucia własnej wartości na ocenę pozycji w szachach"

Szachy to bardzo subiektywna dyscyplina sportu. Właściwie można się zgodzić ze stwierdzeniem, że każdy szachista prezentuje jedyny, niepowtarzalny styl gry i nie ma dwóch szachistów na świecie, grających identyczne szachy. Istnieje wiele przyczyn takiego stanu rzeczy. Dwa czynniki mają tutaj, bez wątpienia, znaczenie decydujące: ...
Chcesz wiedzieć więcej, kliknij  http://psychologiaiszachy.blogspot.com/

niedziela, 17 października 2010

Krzysztof Jopek broni szachistów jak lew - http://psychologiaiszachy.blogspot.com/

      Przedsięwzięcie to nie lada napisać optymistycznie wbrew faktom. Trudno  mianowicie poprzez ciąg logicznego wywodu wykazać, że jako grupa w jakiś szczególny sposób isniejemy w świadomości społecznej. Fakty są takie, że jesteśmy gdzieś na jej obrzeżach, trwamy na uboczu i albo nie mówi się o nas wogóle albo z lekceważeniem i ironią. W języku potocznym istnieje dobrze wszystkim znane  jednoznacznie negatywne określenie: "refleks szachisty". Pada ono czasami i ogólnie wiadomo, że nie chodzi o szybkość jaka towarzyszy szachistom w niedoczasach  gdy wykonują wiele obliczeń, wizualizacji oraz ocen w bardzo krótkim czasie. Nie będę wyjaśniał, że sposób w jaki postrzega nas społeczeństwo to obraz zniekształcony  i wiele opinii o szachistach jest wynikiem całkowitej niewiedzy. Do księgi absurdów wpisano jako zabawną ciekawostkę, że dla zawodowych szachistów wymagane są badania lekarskie! Mało kto daje wiarę, jak dużym obciążeniom poddawany jest organizm szachisty podczas partii szachów. Dla ludzi nie związanych z naszą dyscypliną szachista to osobnik, który nie mając pomysłu na to co ze sobą zrobić "ślęczy" całymi godzinami nad szachownicą i wykazuje szereg cech, które wskazywałyby na jakąś bliżej nie określoną formę autyzmu. 
            Nie tak dawno Ireneusz Krosny obchodził swój jubileusz pracy artystycznej. Podczas swojego występu nareszcie po tylu latach przemówił! Jednym z punktów jego występu był skecz:" pojedynek dwóch wielkich szachowych mistrzów". Krosny parodiując Dariusza Szpakowskiego komentował głosem pełnym emocji partię, którą rozgrywali owi "wielcy mistrzowie". Rzecz w tym, że skecz trwał około pięciu minut, jednak zawodnicy siedzieli jak zaklęci naprzeciw siebie pochyleni nad szachownicą i nie wykonali żadnego posunięcia, co kontrastowało ze słowotokiem komentatora. Publiczność naprawdę dobrze się bawiła. Wypadałoby w tym miejscu zastanowić się, czy taki skecz mógłby przejść w Rosji czy powiedzmy na Ukrainie?( Poniżej zdjęcie, które zrobiłem wieczorem na placu Szewczenki w Kijowie. Tu gra się zawsze bez względu na pogodę czy porę dnia. Jakże nam daleko do tak powszechnej obecności szachów w życiu codziennym jak na Ukrainie!) 

 

 

 Myślę, że żadnemu liczącemu się komikowi z tych krajów pomysł na taki skecz nie pojawiłby się w głowie. Chodzi o to, że szachy  to bardzo ważny aspekt życia dla tych nacji. W Rosji od czasów Czigorina pokochano szachy i zawsze dla Rosjan było kwestią ambicji panować w tym królestwie niepodzielnie. W Polsce mieliśmy piękne dwudziestolecie międzywojenne. Był to okres Złotej Olimpiady, Rubinsteina i innych naszych wielkich mistrzów . Po wojnie roztaczał się w Polsce krajobraz iście księżycowy jeśli chodzi o szachy. Rosjanom bardzo zależało między innymi na tym, żebyśmy jako państwo satelitarne nie byli dla nich w szachach zagrożeniem. I nie byliśmy! Gdy wpadał do nas od czasu do czasu Smysłow z kurtuazyjną wizytą witano go kwiatami, żartowano, recytowano okolicznościowe wierszyki. Cały kompleks Rosjan jaki nosimy w sobie bodaj od 17 wieku był widoczny jak na dłoni. Mieliśmy jakiegoś tam arcymistrza o którym wiadomo, że był.                               


Po 89 roku zaczęło przybywać niezłych zawodników, pojawiło się kilka mocnych klubów, ale faktem jest, że nadal mamy w szachach całe eony do nadrobienia. Aby szachy były w Polsce czymś więcej potrzeba ludzi odważnych, którzy bez komplesów otworzą nasz piękny, choć hermetyczny świat, na inne środowiska. Stopniowo powinniśmy trafiać do świadomości społeczeństwa, obalać nieprawdziwe mity o nas i pokazać naszą wspaniałą dyscyplinę w prawdziwym świetle. Na obecny obraz szachisty jaki egzystuje w świadomości reszty społeczeństwa nie może być mojej, jak i waszej zgody Drodzy Czytelnicy. Skromność w naszym wypadku jest raczej niewskazana, chyba, że zadowala nas "nasz mały świat"?

czwartek, 23 września 2010

http://psychologiaiszachy.blogspot.com/ - teksty na tej stronie mogą Ci się przydać

Machiavelli za szachownicą, czyli o sztuce wygrywania za wszelką cenę
Gdy przystępujemy do rywalizacji sportowej naszym podstawowym celem, który determinuje nasze działania, jest zwycięstwo. To stwierdzenie może wydawać się truizmem. Z antropologicznego punktu widzenia jednak, jeśliby spojrzeć na naszą cywilizację, każda inicjatywa, którą podejmuje człowiek, wpisuje się w ramy dążenia do przyjemności oraz unikania za wszelką cenę bólu. Ewolucja posługując się tym wzajemnie zależnym układem, ma na celu, przede wszystkim, zachowanie gatunku, niepodobna też pomyśleć o jakimkolwiek rozwoju człowieka bez tej dwubiegunowej konstelacji, zapisanej głęboko w genach, która zmusza nas do ciągłego ulepszania rzeczywistości, bez niej, ani chybi, nadal mieszkalibyśmy w jaskiniach.
W sporcie, aby osiągnąć przyjemność, jaką jest bez wątpienia wygrana, uczestnicy zmagań nierzadko posuwają się do zachowań nie fair. Tutaj prawo przyczynowo-skutkowe, wedle którego, zawodnik, czy też drużyna, przekraczająca przepisy jest natychmiast surowo karana raczej nie obowiązuje. Kiedy piłkarski świat przyglądał się z niesmakiem reprezentacji Francji, która awansowała na mundial w RPA dzięki bramce Henr'ego zdobytej ręką w ostatnich minutach meczu eliminacyjnego, mało kto dobrze życzył Francuzom. W tym wypadku mechanizm zadziałał prawidłowo: Francuzi skompromitowali się, zajmując ostatnie miejsce w grupie i w atmosferze skandalu powrócili do domu, natomiast poczucie sprawiedliwości przeciętnego kibica bardzo nie ucierpiało. Chociaż raz. Ale są to wyjątki, bo można, nie zadając sobie specjalnego trudu, wymieniać w nieskończoność przypadki odwrotne (rok 86-Meksyk-gol strzelony ręką przez Maradonę w meczu z Anglią i późniejsza wygrana w finale Argentyny z RFN:3-2), gdzie podobne zachowania uchodziły winowajcom i dana drużyna wygrywała całe zawody.
W szachach, będąc zarówno zawodnikiem jak i kibicem, widziałem już niejedno i niejedno też słyszałem jeśli chodzi o grę nie fair, choć trzeba przyznać, ciągle mnie coś zaskakuje i zadziwia. Ilość "fauli" w szachach przybywa, niewątpliwie, wraz ze zmniejszającym się czasem do namysłu dla zawodnika na całą partię, aby osiągnąć swoją niechlubną kulminację w partiach błyskawicznych, które z prawdziwymi szachami nie mają wiele wspólnego. Niedawno dowiedziałem się o pewnym zawodniku, który na ruch 1.e4 odpowiada obroną Alechina 1..Sf6. Po 2.e5 wraca skoczkiem na g8, zatrzymuje zegar, woła sędziego, reklamujac nieprawidłowy ruch:1.e2-e5.Prawda, że ciekawe? Częstym "grzechem" wsród szachistów jest granie na czas całkowicie remisowych, teoretycznych pozycji. Przykłady podobnych "antyszachów" spotykamy nawet w partiach arcymistrzów. Tego typu wydarzeniom sekundują z pewnością sędziowie, którzy, zakładając a priori, że szachiści to inteligentni ludzie (czyż to nie Goethe mawiał, że miarą intelektu jest partia szachów?) i w dodatku gentelmani, więc między sobą, wnet rozstrzygną nawet najbardziej sporną kwestię. Normalnym obrazkiem podczas turnieju jest sędzia, wpatrzony, jak na seansie hipnozy w ekran monitora podczas trwania rundy, który sam siebie widzi wszędzie, tylko nie między grajacymi, aby na bieżąco wychwytywać sporne sytuacje. Szachy, jak widać, są jedyną dyscypliną, gdzie zawodnicy sędziują sobie sami. Taka specyfika. Szachistom, którzy celują w zagraniach nie fair takie zaufanie jest bardzo na rękę. Przykłady z niechlubnej karty "pozasportowych" zachowań adeptów gry królewskiej można by mnożyć w nieskończoność. To temat na pokaźnych rozmiarów książkę, wszak niesportowe zachowania idą z szachami ręka w rękę od samego ich zarania. W postawach nie mających wiele wspólnego z duchem sportu, gdy spojrzymy obiektywnie, specjalizowało się wielu mistrzów świata w szachach, także, można stwierdzić nie bez przekory, szachista jeśli chce ma się od kogo uczyć. Ogólny zarys sytuacji, który tutaj kreślę, to tylko pewna część szachowego krajobrazu. Nie aż tak duża jakby się mogło wydawać z moich wcześniejszych słów, zwracam uwagę tylko na problem. Oczywistym jest, że znaczna większość rozumie ducha prawdziwej rywalizacji, gra fair i z tymi szachistami gra może być nie tylko przyjemna ale i twórcza.
Słowo o roli wychowawców i trenerów. Już od samego początku nauki szachów, od pierwszych turniejów, należy młodych szachistów uczyć szacunku do przeciwnika, właściwego zachowania podczas partii, jednym słowem kulturalnego zachowania. Nie oznacza to aby uczyć naiwności, w odniesieniu do tego co zostało powiedziane wyżej. Podczas gry podopieczni zetkną się, wcześniej czy poźniej z tym problemem i aby lepiej byli do niego przygotowani, warto ze swojego doświadczenia opowiedzieć im, z jakim typem niesportowych zachowań mogą się zetknąć. Napewno ten czas nie będzię zmarnowany. Wychowując w prawdziwym duchu sportu nieraz ktoś może odnieść wrażenie, że idzie pod prąd, gdy widzi się: wszechogarniającą pajęczynę korupcji, doping, układy oraz inne patologie. Sensem wychowania jednak jest wskazywanie młodym ludziom, jak się zdrowo buntować przeciwko temu co złe, jak szukać wartości i piękna, które jest w nich, a także poza nimi. Ale to już temat na zupełnie inny artykuł...
Krzysztof Jopek
Sosnowiec, woj.śląskie, Poland
Jest absolwentem Instytutu Filozofii Uniwersytetu Śląskiego, obecnie studiuje podyplomowo pedagogikę specjalną. Ponadto jest instruktorem sportu w szachach oraz sędzią. Jego pasje to: literatura, psychologia, nauczanie szachów, podróże (40 tys. km autostopem), fotografowanie przyrody, nauka i astronomia.